piątek, 30 stycznia 2015

10 minut to nie wiele, jednak dla ciała zbyt wiele

Niektórym wydaje się, ze latanie to łatwa rzecz. Mylne złudzenie! Po 10 minutach osoba która ma słabo umięśnioną górną część ciała nie bardzo jest w stanie funkcjonować, ba po pierwszych 2 wejściach miałam osobiście dość. Owszem zdarzało się, że szło doskonale, jednak nie trwało to długo. Mój coach sam powiedział że trochę mało czasu wzięłam, ale następnym razem wezmę więcej bo chce doskonalić swoje umiejętności, zanim jednak to nastąpi, muszę popracować nad mięśniami i stabilnością sylwetki. Mimo wszystko, każdemu będę polecać latanie :) To po prostu coś, co uzależnia, jest chyba najlepszą możliwą używką w obecnym świecie.
Pisząc ten post, zaprzyjaźniam się z klawiaturą Mac Book Pro, którego wczoraj nabyłam. Przesiadka po 10 latach użytkowania Windows może być dla mnie długa, ale myślę że jest to korzystna opcja. Od dawna chciałam spróbować czegoś nowego, ale nie było okazji żeby nabyć sprzęt. W końcu udało się! Powoli przyzwyczajam się do nowego środowiska, nowych poleceń i ułatwień w systemie. Dostępność programów jest ograniczona, np. nie mogę połączyć swojego telefonu z Androidem czy drukarki. Pewnie za jakiś czas uda mi się ta sztuka. Chcę przede wszystkim dobrze pojąć ten intuicyjny system a później będę go personalizować. Trochę czytałam, ale nic nie odda tego co dzieje się w praktyce.
Mój Mac do najnowszych nie należy, jest nawet starszy niż mój poprzedni laptop z Windowsem, jednak bateria wciąż dziarsko się trzyma, obecnie na pełnym naładowaniu wytrzymuje wiadomo dłużej niż nowy laptop innego producenta. Czy coś mnie już urzekło? Myślę, że Dock. Dzięki niemu zawsze mam ulubione aplikacje pod ręką. Czy coś mnie już wkurzyło? AppStore. Jednak każdy młody użytkownik, który nie śpi na kasie ma z tym pewne problemy, bo nie wszystko da się za darmo ściągnąć.
Powiedzmy że dziś skończę na tym. Na dniach napiszę coś więcej o swoich wrażeniach z OS.

niedziela, 25 stycznia 2015

Cyfra to nie wszystko

Przeczytałam dziś wpis Iwana na blogu i stąd ten tytuł.
Od kilku dni zaczęłam się sama zastanawiać nad cyframi, które nas otaczają. Te w dowodzie, w informacjach przekazywanych  w TV, te w systemach i innych naszych zapiskach, te które znaczą wiele i te które nic nie znaczą. Cyfry są wszędzie.
Najbardziej na strefach spadochronowych. Takie wrażenie mam od zeszłego roku.
Może są miejsca w których są one naprawdę ważne, ale wśród skoczków to cyfra - ilość skoków, jest ważna. Można powiedzieć że jest to swego rodzaju wyznacznik statusu społecznego na strefie. Bo kim jest dla Ciebie gość z 20 skokami a kim ten z 400? Część stwierdzi że przecież ważniejszy jest ten z większą "cyfrą", część będzie zdania: dobrze, ale czy ten z 400 skokami rzeczywiście ma jakieś doświadczenie? Jakie to były skoki? Niskie? Wysokie? RW czy FVS? Pomimo tego że nie jestem skoczkiem i jestem zupełnie nową osobą w tym świecie, zaobserwowałam pewne różnice w zachowaniu skoczków z podobną "cyfrą", lecz różnym stażem i doświadczeniem w tej dyscyplinie. Jedni są spokojni, dobrze radzą młodym, chętnie pomagają. Inni to ludzie którzy chętnie chwalą się swoją "cyfrą" a nie zawsze potrafią odpowiednio doradzić gdy ktoś młodszy zapyta. Nie jesteś w stanie zmienić myślenia takiej osoby, ona myśli że jest ważna. I z jednej strony ma rację, bo ma doświadczenie w skokach, zazwyczaj w przewadze jest jego umiejętność latania na czaszy - być może dlatego skacze, nie dla spadania a dla latania. Sama jestem zwolenniczką latania i tzw. swoopa. Nie ukrywam że jeśli ukończę kurs to pójdę w tę stronę.
Niestety zauważyłam też wykorzystywanie młodych podczas życia codziennego "stary, cyfra mnie blokuje, Twoja kolej na ... " . Znacie to? Ja zdążyłam się przyzwyczaić :) Może nie często się tego używa, ale istnieje taka forma zarządzania mniej doświadczonymi. Wynieś, przynieś, pozamiataj - welcome in Poland.
Nie wiem jak to jest na innych lotniskach w innych krajach, w Polsce to zjawisko mnie nie dziwi.
Post typowo związany z moimi doświadczeniami w dorosłym życiu. Proszę czytających o wyrozumiałość w temacie cyfr :)

wtorek, 20 stycznia 2015

Zatem polatajmy!

Tymczasowo w tunelu oczywiście.
Mój pierwszy raz był w sierpniu, bardzo spontaniczny, nie planowany skok z najlepszymi ludźmi na świecie! Nie ma nic lepszego niż samolot pełen ludzi, których kochasz, którym ufasz i z którymi chcesz dzielić najpiękniejsze chwile w życiu!

Polecam każdemu ! Moja strefa to nie tylko wspaniali i doświadczeni instruktorzy, ale nie powtarzalna atmosfera! Skaczemy również w Jastarni! Widoki są przepyszne!
Wróćmy jednak do moich doświadczeń :)
Oglądanie własnej miejscowości z 4 tysięcy to coś pięknego. Taka ilość endorfin jaka wtedy płynęła w moim ciele, mogłaby nie jednego lekarza doprowadzić do zawału. Spadanie to uczucie, jakiego nie można opisać słowami, to trzeba przeżyć. Większość osób, które nigdy nie skakały, nie miały do czynienia ze skoczkami, nie pamiętają pierwszego skoku, stąd opcja wykupienia wideo i zdjęć. Mój fotograf a właściwie nawet 2, bo koleżanka która ze mną leciała miała GoPro, spisali się na medal. Sama nie lubię oglądać nagranie ze swojego skoku, zbyt wiele pamiętam z niego by oglądać go z perspektywy kolegi - a on jest mistrzem świata w nagrywaniu skoków!
Bardzo serdecznie zapraszam wszystkich do skorzystania z naszej oferty, limity:
wiek: 12+
waga: 40-115 kg (kwestia bezpieczeństwa i wielkości uprzęży w którą jesteśmy zapinani)
wszelkie choroby układu krążenia, serca, błędnika, przeziębienie czy zatoki, problemy z kręgosłupem eliminują nas ze skakania, oczywiście nikt nas nie bada przed skokiem, ale jest to ważny aspekt tej dyscypliny.

Gdy tylko pogoda i temperatura nie pozwala skakać z samolotu, skoczkowie zamykają się w tunelach aerodynamicznych, a tam się dzieje!
Najlepszym w jakim do tej pory latałam, jest Flyspot w Warszawie. Znacie? Z pewnością!
Pierwszy raz latałam w tunelu w Lesznie, Freefly Center. Niestety nie powaliło mnie tam od strony technicznej. Choć to oni zaszczepili we mnie ten prawdziwy bakcyl na latanie. Od tamtej pory zrozumiałam że chcę latać solo. Wcześniej po samym skoku nie byłam przekonana, cała ta otoczka przebywania na strefie robiła swoje.
Nie minął miesiąc a przypadkowo wylądowałam we Flyspot i tam polatałam, oj polatałam! W dodatku z najlepszym instruktorem pod słońcem! Sebastian Dratwa, człowiek który nauczył mnie podstaw z anielską cierpliwością. Latanie to jego miłość i diametralnie zmienia jego oblicze. Genialny nauczyciel! Dodatkowo atmosfera jaka panowała w tunelu, tylko utwierdziła mnie w przekonaniu że mogę wszystko. Nigdy nie przypuszczałam że będę latać, a tu proszę, nawet dobrze mi szło. W przyszłym tygodniu wracam do latania, znajomy z naszej strefy jest tam instruktorem i zgodził się pofruwać ze mną.
Trzeba czerpać z życia ile się da!

środa, 14 stycznia 2015

Pogodowy zawrót...

..właśnie, czego ten zawrót? Głowy? To by było zbyt łatwe.
Powiem Wam, że ostatnie 180 dni mocno zaskoczyło nie tylko mnie ale i moich znajomych. Jak pewnie wiecie dla fanów awiacji pogoda to istotna rzecz by móc uprawiać swoje hobby. I tak jak wspomniałam, nieźle nas zaskoczyło, pozytywnie oczywiście, brak opadów w drugiej połowie roku, temperatura znośna choć ta w listopadzie nieźle dała popalić! Dziś natomiast gdyby nie wiatr to byłoby całkiem przyjemnie w powietrzu. Pozostaje tylko czekać na wiosnę i jej łaskawe oblicze ;)
Tak się zastanawiam, jak bardzo ważne jest profesjonalne wykształcenie? Ja bardziej podchodzę do pracy hobbystycznie i bardzo przykładam się do rzeczy które robię, choć nie mam studiów czy specjalnych smykałek do chociażby fizyki. Jeśli ktoś kocha coś robić, może się mylę i część z Was mnie zlinczuje, to powinien dostać tę pracę bez względu na wykształcenie, bardziej powinno zwrócić uwagę na umiejętności praktyczne, bo po co komu lekarz który ma problem z diagnozą ? Bo studia załatwili mu rodzice a on sam chciał być pilotem. Albo sprzedawca który ma problem z liczeniem - bo pracę dostał po znajomości a wolałby zostać dziennikarzem. Oczywiście potrzeba nam fachowców, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Ile osób ma 'plecy' w dużych firmach i są tam bo im kazano, bo wyższe pieniądze. Ostatnio nawet słyszałam historię kobiety która przyszła do pracy na niższy etat i powiedziała że nic nie będzie robić bo czeka aż ją teść do innej siedziby na wyższe stanowisko przeniesie wkrótce. Litości moi państwo!
Każdy powinien dostać szansę na awans i rozwój zawodowy. Niby dlaczego młodzi ludzie wolą pracować na kontraktach po za Polską? Bo tam mogą się rozwijać, nie tylko językowo, ale właśnie w zawodzie, który wykonują. Wiadomo, nie jest to opcja wszystkim odpowiadająca, ale jak mawiał klasyk: jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził!
I tak oto płynnie od pogody do pracy udało mi się przejść. Oba słowa na p, ciekawe zjawisko w moim wykonaniu.
Pozdrawiam

poniedziałek, 12 stycznia 2015

O wolności i marzeniach słów kilka

Ahoj przygodo!
Rozpoczyna się kolejna połowa drugiej dekady XXI wieku, ta pierwsza sporo namieszała w moim życiu i skończyła się z wielkim przytupem. Czy ta będzie lepsza? Czas pokaże, lecz póki co rozpoczyna się neutralnie.
Przeniosłam się znów na bloggera, po drodze byłam na wordpressie, niestety tamtejsze pluginy nie chciały ze mną współpracować i porzuciłam tamtejszy blog. Osobiście nie przywiązuje zbyt wielkiej wagi do miejsc, w których zapisuję swoje posty, jednakże blogger to miejsce, które dobrze mi się kojarzy. Dlaczego znów tu? Pewnie dlatego, że brakuje mi chwil spędzanych na pisaniu, mimo życiowego pędu zawsze znajduję kilka chwil na opowiedzenie swojej historii z ostatnich dni czy wypowiedź na jakiś ciekawy temat. Pierwsze posty w moim wykonaniu to zazwyczaj zlepek wszystkiego co możliwe, cóż taki mój styl.
Dziś postaram się wprowadzić trochę harmonii, choć moje życie od dawna do tych spokojnych nie należy.
Zacznijmy od krótkiego streszczenia ostatnich 5 lat moich przygód:
2010- zaczynam przygodę z internetowymi sieciami społecznościowymi, jest Mundial w Afryce, odwiedzam Paryż, poznaję wspaniałych ludzi, chyba zaczęłam mądrzeć?
2011- to rok w którym spełniło się marzenie o dobrej szkole średniej, a tam spędziłam swoje najlepsze lata. To również rok muzyki, miłosnych zawirowań i rozczarowań. Dobry rok.
2012- Rok sportu i nowych przyjaźni, Euro 2012, nowe plany.
2013- dobrze wspominam ten czas, 18ste urodziny, zdane prawo jazdy na pierwszym egzaminie, przygotowania do matury :)
2014- to było najlepsze 365 dni mojego życia! Studniówka, metamorfoza, zdana matura i ukończenie liceum, przypadkowe spotkanie na lotnisku, praca ze spadochronami, skoki, mecz i spotkanie z Shaqirim, loty w tunelu, a na deser: Sylwester w Chorwacji!
Nigdy nie przypuszczałabym że to wszystko się tak skończy. Jest pięknie, będzie pięknie.
Warto być odważnym i marzyć, nawet o tym co wydaje się nie osiągalne.