sobota, 26 grudnia 2015

Świąteczne dzień dobry

Cześć !
Po kolejnych tygodniach ciszy nadaję z domowego kącika.
Święta, święta i po świętach jak zwykło się mówić. Śniegu nie ma, nie będzie jak się zdaje, ale nie umniejsza to atmosfery świąt - zdążyliśmy się przyzwyczaić do takiej sytuacji. Jedyne co mnie drażni to, to że ludzie myślą że to klimat się ociepla, jednakże w historii są przypadki gdzie przez kilkanaście lat zimy były bardzo łagodne i wcale nie było wtedy mowy o ociepleniu.
Z prywatnych newsów:
1,5h w tunelu zaliczone
pracy i miłości brak
miejsce zamieszkania bez zmian
studia dopiero powiedzą czy się nadaję czy nie - sesja soon !

Grudzień jest ciekawym miesiącem w roku. Spotykam nowych, interesujących ludzi. Są też spotkania ze znajomymi, nawet tymi których nie widziałam bardzo długo. To miłe, że można się zjednoczyć raz na jakiś czas bez problemów i kłótni. Być może czasem jest to sztuczne, ale niemniej potrzebne w życiu towarzyskim.
Pod koniec listopada miało miejsce spotkanie na które czekałam 5 lat. Moja przyjaciółka i ja, w końcu mogłyśmy się spotkać. Byłam w Zakopanem, spędziłam cudowny weekend i nigdy go nie zapomnę. Najlepszy wypad jaki miał miejsce!
Koniec roku to czas podsumowań, a nowy rok to czas nowych rzeczy. Internet znów zostanie zalany falą nowych blogów, vlogów i innych historii ludzi. Będą nowe gwiazdy, nowe tematy, nowa moda. Chyba zaczynam się tego bać. Bo ile można być sławnym, ile można być na siłę sławnym. To smutne co ludzie potrafią robić dla kariery i występów w kolorowej prasie czy portalach plotkarskich. Niedorzeczne. I mówcie co chcecie, źle stawiam przecinki, kropki, zła składnia. Cenię sobie swobodę :)

To już 8 miesięcy z inną dietą. Wydaje mi się, że ciało wygląda inaczej, skóra jakaś lepsza, jędrniejsza. Po co mi kremy i inne suplementy skoro mam warzywa i owoce! Możecie mi zarzucić że uległam modzie na wegetarianizm czy coś w tym temacie, ale już w zeszłym roku gdy poznałam wegetarian i wegan chodziło mi po głowie by spróbować żyć inaczej. Nie obejdzie się bez komentarzy typu: człowiek urodził się po to by jeść mięso, ale staram się być silna.
Z tematami skaczę jak z kwiatka na kwiatek, więc skaczę dalej:
Wierzcie w marzenia.
Oczywiście nic nie jest gorsze od marzenia, które było o krok od spełnienia ale jakaś zła dusza to zepsuła. Jednakże w życiu jest więcej dobrych chwil i wspomnień, niż tych złych. Dlatego warto uwierzyć w to że mogę zrobić co chcę i kiedy chcę. Nie powinniśmy się lękać. Nasze życie jest w naszych rękach i tylko od nas zależy jak je przeżyjemy i czy pod koniec życia powiemy sobie: zrobiłam wszystko by przeżyć je należycie. Jeśli tylko chcemy, możemy czerpać pełnymi garściami. Nawet jeśli uważasz, że nie możesz spełniać marzeń bo nie masz pieniędzy - mylisz się. Są różne sposoby na spełnianie marzeń. Wiara jest najważniejsza. Bo gdy już sie uda, nabieramy pewności siebie i cały świat przestaje być taki straszny jak się wcześniej wydawał. Spełnianie marzeń jest uzależniające!

Pozdrawiam

poniedziałek, 9 listopada 2015

End of the season, changes, life ? Polska jesień

Kolejne tygodnie bez aktywności. Cóż - studia, koniec sezonu na lotnisku, przeprowadzki, chulanki i swawole. Nuda też była, ale bez weny na pisanie.
Mieszkam, gdzie mieszkam, mały pokój na przedmieściach Poznania ( o jakże studencko). Zadowolona nie jestem, ale da się żyć.Grunt że na zajęcia sie mogę wyspać gdyż wydział po sąsiedzku!
Dieta wege w toku, czy chcę jeść mięso? Nadal nie wiem, choć co raz częściej chciałabym spróbować - pierwsze podejście mielone u babci nie poszło po myśli mięsożerców -odrzuciło mnie na 5cm od ust. Wniosek: nie chcę jeść mięsa. Jeszcze nie teraz, może za jakiś czas, na wyjeździe gdy nie będzie innej opcji na posiłek. W każdym razie pomysłów na jedzenie mi nie brakuje i głodna nie chodzę, portfel nie cierpi przez jedzenie a przez milion innych rzeczy. Ograniczyłam mocno wyjścia na miasto. Niestety było też mało skocznych dni, a i tunel wpadł po drodze. Zaciskam pasa i będę żyć dalej.

Tunel - och tam to sie działo. Właściwie nie, ale mój coach to super gość i zawsze chciałam z nim latać - co więcej jego marzeniem jest ponoć latanie ze mną - zarówno mnie jak i jemu zależy na dobrych wynikach. O stopniu przystojności w stosunku do całej reszty nie muszę chyba wspominać. Zakwasy tradycyjnie, sporo też wyniosłam po obejrzeniu i domowym przeanalizowaniu lotów. Myślę że spontaniczność wydarzenia również zrobiła swoje stąd efekty są marne. Cieszę się że przełamałam godzinę czasu i teraz oby było już lepiej, mam również nadzieję na znalezienie (kolejnej) dorywczej pracy na weekend chociażby. Z pewnością łatwo nie będzie, niestety muszę spróbować ze względu na rodzinne finanse.
Jeśli chcecie zobaczyć jak latam - odsyłam do vimeo - są tam filmy z różnych lotów różnych ludzi -znajdziecie mnie w tym tłumie z czasem :)
Czy coś więcej chcę poruszyć? Wybory? Nie, polityki nie tykam palcem, choć uczestniczę w nich odkąd mam prawa wyborcze. Emigranci? Nie, wolę nie pisać na ten temat. Wyjazd do Monachium? Ten został odwołany ze względu na finanse. Bardzo żałuję, ale inaczej musiałabym wrócić po świętach do domu na stałe, a tego nie chcę w najbliższym czasie.
Święta? O tym trąbią w mieście, TV, billboardy. Ja nie nakręcam się tak wcześnie. Lubię ten czas, ale przywoływanie go na grubo ponad miesiąc przed to moim zdaniem przesada. Nie chcę myśleć o prezentach, pieniądzach, wypiekach czy reklamach producenta napojów gazowanych. Chciałabym odpocząć, zrelaksować się w ten piękny, jesienny czas - ale nie! Bo na ulicy i w sklepach atakują mnie reklamy. Oczywiście, to walka o pozyskiwanie nowych klientów i wydawanie pieniędzy, jednakże świat zdecydowanie nie ma umiaru w zmianach sezonowych ekspozycji. Ledwo skończyły się jesienne wyprzedaże to już zaczynają te świąteczno-zimowe. Ratunku! Powiecie: skoro nie chcesz kupować to po co marudzisz? Nie chcę, ale wiecie jak działa marketing i socjologia w tłumie. Nie można nawet odetchnąć swobodnie bo już ktoś na usta ciśnie słowo święta i prezenty, a jeszcze tydzień temu mowa była o zniczach i kwiatach. 
Pozwólcie że zostawię ten wątek w takiej postaci.
A co z zakończeniem sezonu? Było jak było, grunt że bezpiecznie. Impreza się odbyła, jakieś "dziękuję" padło. Coś wartego przytoczenia? Nic a nic.
Czy w najbliższym czasie będą jakieś zmiany, posty, kontakty? Któż to wie moi Państwo.
Pozdrawiam

Sorry but this post will not have english version. If you are interested in, please give me a sign -comment or e-mail.I wiil try to make it possible later. Thank you.

poniedziałek, 14 września 2015

Królicza nora w stolicy wielkopolski

Nadejszła wielkopomna chwila...
 wyprowadzka z domu rodzinnego, studia, nowe (lepsze?) życie.
Cóż zmienia się wszystko wokół nas, imigranci z południa napływają w ilości olbrzymiej, dzieci wciąż głodują, politycy się kłócą, a studenci mają wakacje.
W tym roku postanowiłam iść na studia, dostałam się a teraz siedzę w pokoju nieopodal wydziału i myślę jakby tu wykorzystać nadchodzący czas. Osobiście nie lubię mieszkania z obcymi ludźmi, a zwłaszcza starszymi od siebie i takimi którzy lubią podwędzać rzeczy. Myślałam że będzie lepiej, póki co niestety wszystko idzie w złym kierunku. Bycie introwertykiem nie jest łatwe.
W tak zwanym międzyczasie trochę polatałam, pozwiedzałam, część osób uważa że takie życie to bajka a to nie do końca tak jest. Ciężka tyrka, stres, śmieciowe jedzenie i inne nieszczęścia powodują że mam dość. Pieniądze sporo wynagradzają, lecz nie kupie nimi szczęścia i spokoju ducha.
Post trochę na siłe napisany, bo była potrzeba żeby coś wrzucić, wyżalić się. Może wkrótce będzie wena na coś konkretniejszego.
Pozdrawiam

czwartek, 23 lipca 2015

Wakacje wakacjami a tu sie rok akademicki zbliża!

Albowiem w tym roku postanowiłam wziąć udział w rekrutacji na studia dzienne i.. udało się! Od października czeka mnie nowa szkoła, obowiązki, nowe życie (znowu!).
Przeprowadzka planowana na wrzesień, będę pracować dorywczo żeby zarobić na pokój.
Lotnisko w tym roku zostało łagodnie potraktowane przez matkę naturę i większość weekendów była skoczna, co za tym idzie owocna :)
Nie zmienia to faktu że pieniędzy mam nie wiele, kłopotów mnóstwo a wsparcia ze strony rodziców brak.
Cudownie, prawda?
Trochę marzeń pospełniałam, polatałam w urodziny w tunelu, spędziłam dobry wieczór w Warszawie - towarzystwo mieszane lecz nie przeszkadzało mi to. Dzieje się dużo, jest ekstremalnie i międzynarodowo, czyli tak jak lubię.
W ostatni weekend miałam okazje stanąć po drugiej stronie barykady uczeń-nauczyciel. Do tej pory to ja byłam uczniem, a tu taka sytuacja. I żeby to jeszcze po polsku było, ale nie! Angielski wjechał i język gestów. Mój uczeń to bardzo zdolny gość i jestem pod wrażeniem jego kumatości. Miesiąc temu to on mnie czegoś uczył, natomiast ja nie bardzo pojętna byłam w temacie, stąd moje zdziwienie gdy ten robił wszystko jak mu pokazałam. Znów urosłam o 10cm i nie mogę sie doczekać kolejnej lekcji.
W przyszłości grono moich uczniów ma się powiększyć, oby moje umiejętności nauczania sprawdzały się tak jak w przypadku debiutu.
2 wizyty nad morzem za mną, nie specjalnie jestem z nich zadowolona pod względem finansowym a pod względem towarzyskim było całkiem dobrze.
Z rzeczy codziennych dodam iż za kilka dni minie 3 miesiąc bez mięsa. Brzmi dumnie?
Czuje się lepiej, wyglądam lepiej, nie wymagam nic więcej. Gotuję sama, nie mam problemu ze zmywaniem po sobie a wcześniej bywało różnie. Często takie zmiany są genialnym pomysłem na uwolnienie sie od rodziców. Mnie się udaje, choć czasem są drobne nie porozumienia.
Jeśli chodzi o przygodę z Mac Bookiem Pro, cóż oddałam go na sprzedaż bo znów się zepsuł. Ile zgarnę, nie wiem. Każdy grosik się teraz liczy. Jego zakup był ogromnym strzałem w kolano, ale kto nie ryzykuje ten nie ma.
Dzięki za przeczytanie.
Pozdrawiam

środa, 20 maja 2015

O rany… czyli nigdy nie kupuj gadżetów od znajomych

Tak tak ! Mac wrócił do łask. Naprawiony - słono mnie to kosztowało ale pan powiedział że będzie dobrze. W każdym razie wyrzuciłam niezły hajs w błoto, tonę w długach - welcome to reality :)
Zachciało się dorosłego życia to mam za swoje.
Ostatnio rozmawiałam ze znajomą o tym jak lotnisko zmienia życie i przekonałam się że obrót o 360 stopni to powrót do tego co było a w moim przypadku przecież jest to kompletne przeciwieństwo! Tak więc moje życie zrobiło w ostatnim roku zwrot o 180 stopni. By the way dziś mam rocznicę ! Właśnie rok temu dostałam informację o możliwości współpracy z lotniskiem, wtedy było to coś kosmicznego, spadło dosłownie z nieba. A dziś? Mam za sobą 1100 układek, piękne przeżycia, skok w tandemie, latanie w tunelu, pierwszy zagraniczny wyjazd na dłużej niż 5 dni. Nie jestem w stanie opisać swoich uczuć związanych z ludźmi, których poznałam w ciągu ostatniego roku. Wszechobecna radość i uśmiech, otwarty umysł i wyzwania na każdym rogu - to jest to czego było mi trzeba ! Mówią że pieniądze to nic a jednak gdy już coś zarobię to nagle otwierają się drzwi do nowego życia, to jest piękne. Często liczymy grosz do grosza i mało kto może sobie pozwolić na szaleństwa, ale jako osoba młoda, która chce czerpać z życia całymi garściami właśnie rok temu nie myślałam kategoriami - ach trzeba oszczędzać, bo zima będzie długa - dlatego teraz jestem ostrożniejsza, wydatki są inne, priorytety się zmieniły. Pierwsza praca zawsze jest tą, którą wspomina się latami - moja jest perfekcyjna. Nie chcę mieć innej. Powietrze, ludzie, miłość do sportu - czy może być lepiej? I don't think so.
Dziękuję :)

And now english:
So my Mac is back. But you have to remember - never buy gadgets from friends! It's risky. I had to pay a lot of money for the recovery of my MB but the guy said it will work well. I hope so. I got a loan and i need money. I want to be an adult so I have what I want.
Lately I was talking about changes in our life which effect being close to the drop zone and I was getting round that the 360 degrees turn in my life will be back to the same place and in my luck it was total opposite so 180 :) By the way I got an anniversary today. It's been a year of living with skydiving world. A year ago I saw a message that they need a packer and I'm in! Over 1100 packs done, many new friendships, jumps, flying in tunnel and maaaanyy mooooreee ! I can't find any words to describe my feeling to people from my DZ. Omnipresent of happiness and smiling people, open mind and new challenges on every corner - I was waiting for it my whole boring life! I need this so much. I know it's all about the money but first job is always crazy one - you don't actually know what to do with first money, you don't want to save them. I spent most of my salary to clothes and to fitting my room. My first job is perfect, I don't want other. Fresh air, people, love to sport - can't be better? I don't think so.
Thank you!

czwartek, 2 kwietnia 2015

Macintoshowy koniec

Równo po miesiącu użytkowania Mac Booka Pro, wystąpił problem z katalogiem systemu - komputer nie chce się włączać. Nie byłam z tym u specjalisty, zwyczajnie nie mam na to kasy. Rozważam oddanie go poprzedniemu właścicielowi. Nie podoba mi się to, że nie mam pomocy z jego strony. Niby to wina mojego użytkowania, tylko ja korzystałam na nim z internetu a nie robiłam wielkich cudów. Nawet nie mam tam danych, które chciałabym zachować. W ciągu najbliższych 2 tygodni pojadę do serwisu i zapytam o co chodzi, jeśli kwota naprawy będzie symboliczna, może rozważę jego dalsze użytkowanie, ale większe koszty są równoważne ze zwrotem do właściciela.

Zmieniam temat. Zamiast wiosny zima, zamiast słońca deszcz. Jak żyć?
Mamy zacząć skoczny sezon, a tu nie ma nawet szans na dobre sprzątanie lotniska. Co mogliśmy to zrobiliśmy. Za tydzień powoli będę szykować się do pierwszego dnia :D
Biomet wybitnie nie korzystny - ciągle czuję się przygnębiona i chce mi się spać. Dodatkowo nuda często zabija wszelkie perspektywy rozrywki.
Nawet z pisaniem jakoś gorzej od pewnego czasu.

piątek, 27 lutego 2015

O mojej twórczości opowiem Wam krótko

Odnośnik do mojego fanpage'a pojawił się tutaj całkiem nie dawno. Postanowiłam podzielić się z szerszą publicznością swoimi rysunkami i wzorami. Inspiracje czerpie z życia skoczków, z tunelu, z różnych miejsc. Moim marzeniem jest posiadanie kombinezonu do latania zaprojektowanego przez siebie. Mam kilka pomysłów, ale nie do końca potrafię się zdecydować na jeden z nich. Za mała powierzchnia, za dużo pomysłów!
Nazwa YHTY Projects wzięła się poniekąd od mojego nicku Yehitta - do dziś nie wiem skąd wzięłam taką nazwę, chciałam coś innego, oryginalnego, słowo stworzone przeze mnie. Częściowo można uznać to jako okrzyk w stylu "och, ty!", a po za tym słowo zaczyna i kończy się na Y - kolejny objaw mojej kreatywności. Myślę że łatwo je zapamiętać, logo póki co również niezbyt skomplikowane:

Może uważacie, że nie mam talentu do rysowania - nie przeczę. Jedyne czego jestem pewna to swoich niekonwencjonalnych pomysłów. Kolorystyka, wzór, wygląd - te 3 składniki ostatecznie wpływają na ludzi i ich zakupy. Można lansować się na prawo i lewo, ja nie mam do tego funduszy i siły. Jeśli ktoś mnie doceni, będę bardzo dumna ze swojej pracy. Nie narzucam się nikomu, nie spamuję, nie kupuję reklam. Właśnie z tych powodów liczba "like" nie przekracza 10. Poniekąd wynika to z mojej nieśmiałości pokazywania swoich projektów - nie boję się tak tego nazywać. Lubię tworzyć, staram się być dobra i dokładna, nie mam sprzętu wartego tysiące. Ołówek, kartka, kredki, komputer - mój cały warsztat.


Jeden z prostszych.
Teoretycznie można go wykonać w popularnej firmie produkującej kombinezony, ALE: za każdą grafikę zapłacisz sporo kasy, kolory i ich układ nie będą identyczne. Dlatego cieszę się że jeden ze skoczków, który jest fotografem sam stworzył swój kombinezon i w szyciu wyręczyła go jego znajoma, która na co dzień zajmuje się ubraniami dla ludzi, którzy kochają motocross. Ta sprawa ratuje mi skórę i otwiera mi drzwi do ukochanego kombinezonu! Czy mam jakieś gotowe wzory na których nanoszę szkice? Nie, wszystko rysuję w oparciu o własne wyobrażenia. Rzadko kiedy próbuję przenosić kształt na papier. Jedynym przypadkiem jest kask, Cookie G3. Tu posłużyłam się zdjęciami i odrysowałam jego kształt możliwie najdokładniej. 
Gdyby ktoś zechciałby zajrzeć do mnie, zapraszam. Proszę tylko, jeśli klikniesz "lubię to", zaznacz by pokazywano Tobie posty w aktualnościach. Istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo iż nie zobaczysz moich postów na swojej tablicy.
Dziękuję.

Another post in polish. This one is about my page on facebook and my projects. You can translate it or just go out. Thanks.


czwartek, 19 lutego 2015

Czy to już wiosna? / Spring!?

Za oknem słońce (paradoksalnie rzecz ujmując), temperatura przyjemna, małe opady. Wina wyżu czy faktycznie nastała wiosna? Osobiście jestem za wiosną, z wiadomych przyczyn. To taki czas, w którym wszystko staje na głowie, ludzie jak nakręceni robią porządki, wyrzucają stare śmieci, oczyszczają dusze, zaczynają dbać o siebie. O ile na jesień wielu z nas zaczyna chomikowanie, o tyle na wiosnę pozbywamy się tego co nam w egzystencji wadzi. Ubolewam nad moimi żonkilami, nie polubiły mnie i postanowiły uschnąć. Niech im będzie, przeżyje. Ciekawa jestem, czy ktoś z Was ma problem z kwiatami, czy tylko mnie więdną pomimo pielęgnacji? A może przesadnie je kocham, cóż to nie wykluczone. Mam tendencje do przesadzania w niektórych aspektach swojego życia.
Wracając do naszej wspaniałej i stałej pogody, nie będzie ona taka na długo. Już widziałam prognozy z deszczem i śniegiem, niską temperaturą i wiatrem. Pani zima jeszcze nie odpuściła i zamierza walczyć, ciekawe jak długo. Niby lubię zimę, ale tylko gdy jest śnieg i jakieś 5 stopni mrozu. Gdy pogoda zamienia się w potworną chlupę, błoto i inne nieprzyjemne dla oka zjawiska, zaczynam nienawidzić tę porę roku. Szlag mnie trafia gdy rano wstaję z łóżka a za oknem overcast, wiatr, deszcz i generalnie dzień do kitu. Pogody nie pokonam i nie zmienię błyskawicznie, ale czasem to naprawdę mam dość. Współczuję ludziom północy, tam dnie są jeszcze krótsze niż u nas, biedaki muszą się naświetlać by nie wpaść w depresję. Nie wyobrażam sobie życia bez słońca, które nie tylko daje mi dobry humor, ale zwiastuje latanie :)
Luty już zmierza ku końcowi, miesiąc zakochanych. Niestety, nadchodząca pora roku również związana jest z miłością, och chyba zaczyna mnie mdlić. To nie tak, że jestem zagorzałą feministką czy samotnikiem. Lubię towarzystwo, chciałabym być kochana, ale to co się wokół dzieje w tym czasie, po prostu źle na mnie wpływa. Czasem odnoszę wrażenie, że wszystko robione jest na siłę "bo tak się przyjęło". Chryste, tak nie można! Człowieku weź zatrzymaj się na chwilę w tym popieprzonym, konsumenckim świecie! Pomyśl, co by tu zmienić żeby cały rok był równie ciekawy i dobra passa sprzyjała bez względu na otoczenie i stres. Rada dla tych, którzy uważają że to niemożliwe, że nie są dziećmi tylko dorosłymi: TY też kiedyś byłeś dzieckiem, nie pamiętasz już? Nie pamiętasz beztroskich zabaw na śniegu? Grania w gałę do późna? Oranżady pod sklepem?
Potrzeba odpoczynku, bez niego można się wykończyć szybciej. Stres, deadlajny, fokusowanie - korposzczurki wiedzą co to znaczy być pracoholikiem, choć nie wszyscy się przyznają. Tylko nie liczni potrafią pogodzić zdrowo pracę i czas odpoczynku. OK, już nie będę się Was czepiać.
Cóż, życzę wszystkim powodzenia w prowadzeniu egzystencji, starsi wiedzą że nie jest to łatwe, młodsi jeszcze się tym nie martwią. I na Was przyjdzie próba :)


English version:
Outside the window the sun (ironically speaking) is shining, the temperature is pleasant, low rainfall. The fault of high or actually spring begin? Personally, I am for spring, for obvious reasons. It's a time where everything is turned upside down, people like crazy doing chores, throw out the old junk, purify the soul, they begin to take care of themselves. While the autumn, many of us start hoarding, whereas in the spring we get rid of what leads us in existence. I regret my daffodils, not taken a liking to me and decided to wither. Let them, I will survive. I wonder if any of you has a problem with flowers, or just fade despite me care? Or perhaps exaggerated love them, what is not excluded. I have a tendency to replant in some aspects of my live.
Going back to our great and constant weather, it will not be so for long. I already seen the forecast of rain and snow, low temperatures and wind. Ms. Winter has not forgiven and intends to fight, I wonder how long. I like the winter, but only when there is snow and some 5 degrees of frost. When the weather turns into a monstrous mud and other unpleasant to look at the phenomenon, I'm starting to hate this time of year. Damn if it gets me out of bed in the morning I get up and greet the overcast, wind, rain and general day to suck. Weather not overcome and did not change immediately, but sometimes I really have enough. I feel sorry for the people north, where the day is even shorter than ours, poor creatures have to expose under special light for not to fall into depression. I can not imagine life without the sun, which not only gives me a good mood, but heralds flying :)
February already coming to an end, the month of lovers. Unfortunately, the upcoming season is also associated with love, oh I think I start to sicken. It's not that I am an ardent feminist and a loner. I like spending time with friends, I would like to be loved, but what is going on at this time, just badly affects me. Sometimes I get the impression that everything is done by force, "because it's adopted." Christ, so it can not be! Man take pause for a moment in this fucked, consumer world! Think of something to change that whole year was as interesting and good fortune favored regardless of the environment and stress. Advice to those who think that it's impossible that they aren't children anymore: YOU also once were a kid, don't you remember? Forgot your carefree fun in the snow? Playing football late? Orangeade in the shop?
The need for rest, without it, you can finish faster. Stress, deadlines, focus - corporats know what it means to be a workaholic, but not all of the grant. Just not many are able to reconcile a healthy work and rest time. OK, I will not cling to you.
Well, I wish you all the success in the conduct of existence, the elders know that it is not easy, the younger have not worried about yet. And you will know it soon :)

niedziela, 15 lutego 2015

Dla przyszłej miłości mojego życia

Jeśli takowa będzie miała miejsce. Luty, marzec, wiosna. Czas zakochanych, tak bardzo mi obcy i daleki, że czasem mam ochotę pominąć w tym okresie wszelkie wiadomości, programy, gazety. Niestety, żyjąc w XXI wieku nie jest to możliwe. Choć można by stwierdzić, jeśli chcesz, możesz wszystko. Och, to nie jest łatwe. Chciałabym poruszyć kilka dręczących mnie spraw, nie jestem pewna czy ten post będzie uporządkowany czy chaotyczny, sami ocenicie po przeczytaniu.
Głównie chodzi o samą istotę bycia w związku. Nigdy nie miałam okazji być z drugą osobą, stąd mój luby, jeśli to czytasz, jesteś moim pierwszym czy tego chcesz czy nie. Bardzo jestem ciekawa czy jest w ogóle możliwa egzystencja w związku z taką osobą jak ja. Moja osobowość to typ zazdrośnika, jednocześnie jestem nienasyconą kochanką, tak przynajmniej dziś uważam. Szczerze, nie lubię opisywać siebie. To cholernie trudne zadanie, chociażby dlatego że mam dwie twarze. Znajomi znają mnie zupełnie z innej strony niż chociażby moja najbliższa rodzina. Sprostać moim oczekiwaniom, poradzić sobie z moim humorem, zaspokoić moje potrzeby - czy to jest dla Ciebie łatwe? Boję się jedynie tego, że pewnego dnia powiesz dość i odejdziesz a ja popadnę w czarną rozpacz. Tak bardzo boję się odrzucenia i samotności. Nawet dobrze mi teraz, gdy nie mam nikogo, gdy decyduje sama o wszystkim, gdy staje się niezależna. Kto wie, może związek w ogóle mi się nie spodoba? Tylko mam nie odpartą chęć kochania, przytulania i czułości. Mnie trzeba przytulać, trzeba mnie kochać i wspierać. A czego nie można? Nie kłóć się ze mną, nie krytykuj mojego wyglądu. Ja zawsze mam rację, nawet jeśli uważasz inaczej. Spędzam za dużo czasu na lotnisku? A co mnie to obchodzi, kocham to robić, to moja miłość. Nie zatrzymasz mnie, prędzej Cię zostawię na rzecz Pilota 139 czy Velocity 89. Ze spadochronami nie wygrasz. Chyba że sam go będziesz posiadał, wtedy możemy ponegocjować. I w tym miejscu jestem pewna jedynie tego, że nie będziemy się kłócić o czas spędzony na lotnisku bo oboje je kochamy. A co nas będzie łączyć? Latanie w tunelu. Tam możemy razem spędzać czas, latać, uczyć się nowych rzeczy. Lubię udowadniać że coś potrafię. Tunel to idealne miejsce na randkę, nie uważasz?
Wróćmy jednak do opcji, w której nie będziesz związany z lotniskiem ani z tunelem. Przykro mi, na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. To wysoce prawdopodobny scenariusz, jeśli już mnie pokochasz, będziesz musiał zacząć latać. Inaczej nasza relacja będzie gwałtowna, krótka i bolesna dla obu stron. Być może mylę się, być może wypracujemy kompromis? Ty mi to powiedz, ja tylko ostrzegam jak trudno ze mną żyć. Jestem uzależniona od nowego życia. Znasz moją historię, jak trafiłam na lotnisko, jak wszystko się potoczyło. Sam widzisz co się ze mną teraz dzieje, jak się zachowuję, kim jestem.
Bardzo lubię romantyczne wieczory, choć czasem wolałabym spędzić ten czas w zupełnie inny sposób. Latem nie ma co liczyć na jakiekolwiek wysiłki z mojej strony, mam swoje zajęcia. Jeśli zobaczysz, że żyję w biegu, zatrzymaj mnie i przytul, bez względu na wszystko zrób to. Potrzebuję tego. To mój hamulec ręczny w życiu. Oznaka że jednak ktoś mnie kocha i zależy mu na mnie, że czas się zatrzymać i zwolnić. Pewnie zgodzisz się z tym, że trudno mi okazywać uczucia, ale tak mnie wychowano. Nie okazuję ich, nie otwieram się publicznie, czasem zachowuję się jak skała a czasem jestem jak jedwab i łatwo doprowadzić mnie do łez. Uczucia nie są łatwe, ale nikt nie twierdził że takie są.

Za jakiś czas uznam ten post za durny i nie odpowiedni, ale może do tego czasu w moim życiu znów coś drgnie, może cały wszechświat tak bardzo mi sprzyja i odmieni mój los ponownie. Nie jestem pewna tylko, jak zniosę kolejny obrót, tym razem o pełne 360 stopni.




I apologize my english readers, I decided to write it only in polish. This post was created for my future love. Thank you for visiting my blog.

piątek, 13 lutego 2015

I know it's because of my adress but...

I don't really understand why I have so many views from the U.S. or may my stats already cheat on me? That's the big question! HA!
Otherwise I've decided to write something in english. May some of you have no idea about skydiving and my passion. I'mnot a skydiver yet, but I love flying in wind tunnel and feeling free. I'm working as a packer - many skydivers trust me. I have 1 jump on my account. With 4 other people around me and with me. That was magic moment. One of the most exciting and beautiful. This is the one which you will remember forever.
Then they asked me if I want to fly in tunnel. You don't have to say it twice. Of course I want! And I fall down with this shit. Yes, it's like a drug. But healthier and you need more money for it. I don't care, I just want to have fun.
Now, I'm almost 20 and I wanna spent my 20th Bday in Tunnel called Flyspot. That would be great celebration !
I'm also a big fan of FC Bayern Munich and my plan is to visit Munich in November this year. Living my dreams is really cool. I've never expected I could do so many things and met so many wonderful people. They are my family now. I love them all. I miss them. I need the season to be open like now!
so,
GIVE ME THIS FUCKIN PARACHUTE TO PACK !
Yeah, I miss 4-withoutstop loads.
Bye.

czwartek, 5 lutego 2015

Tydzień posiadania nadgryzionego jabłka

Minęło 7 dni odkąd weszłam w posiadanie MacBook Pro 13 i śmiem twierdzić że jest to jeden z lepszych sprzętów jakie miałam okazje katować w swojej karierze. Nie jest to nowy Maczek, używany, ale nie zmienia to faktu że to sprzęt stworzony przez geniuszy! Pomimo tego, że średnio raz dziennie muszę podłączyć go do gniazdka, sprawuje się dobrze. Jeszcze żaden laptop nie przeżył ze mną dnia bez podłączenia do gniazdka - stąd nie dziwi mnie ta sytuacja z Maczkiem.
Skróty klawiszowe. To temat, który Windowsa bije na głowę! Bardzo ułatwiają pracę z systemem i wcale nie trudno jest je zapamiętać - teraz rozumiem dlaczego ten produkt uważany jest za intuicyjny.  Podczas tego tygodnia zraziło mnie brak kompatybilności z Androidem i moją drukarką bezprzewodową, ale pewnie znajdę i tutaj rozwiązanie. Generalnie sprzęt sprawuje się bez problemów, zdziwiła mnie głośność dźwięku - mimo niewielkich głośników, nawet przy najcichszym ustawieniu jest głośniej niż w Windowsowskich laptopach. Cicha praca, darmowa aktualizacja systemu na Yosemite, podświetlana klawiatura i cudowny gładzik - to wszystko sprawia, że nie mam ochoty odpalać swojego HP 655 z Win7. Jeśli potrzebuję dostęp do jakiś plików- po prostu odwiedzam chmurę, synchronizacja jest prosta i błyskawiczna.
Niektórzy z Was nie przepadają za Safari, ja zdążyłam się przyzwyczaić. Nie wiem jak to wygląda w Windowsie, ale tutaj skróty klawiszowe mogę sama łatwo modyfikować, co dla mnie jest rozwiązaniem idealnym. Bardzo lubię grzebać w systemach, których nie znam, Maczek każdego dnia prowadzi mnie za rękę i odkrywa nowe horyzonty.
Może uległam jabłkowej marce, może ślepo zakochałam się w tym aluminiowym klocku, może nie ma się czym zachwycać… Ale kobieta lubi gadżety, a ja w szczególności te technologiczne.

piątek, 30 stycznia 2015

10 minut to nie wiele, jednak dla ciała zbyt wiele

Niektórym wydaje się, ze latanie to łatwa rzecz. Mylne złudzenie! Po 10 minutach osoba która ma słabo umięśnioną górną część ciała nie bardzo jest w stanie funkcjonować, ba po pierwszych 2 wejściach miałam osobiście dość. Owszem zdarzało się, że szło doskonale, jednak nie trwało to długo. Mój coach sam powiedział że trochę mało czasu wzięłam, ale następnym razem wezmę więcej bo chce doskonalić swoje umiejętności, zanim jednak to nastąpi, muszę popracować nad mięśniami i stabilnością sylwetki. Mimo wszystko, każdemu będę polecać latanie :) To po prostu coś, co uzależnia, jest chyba najlepszą możliwą używką w obecnym świecie.
Pisząc ten post, zaprzyjaźniam się z klawiaturą Mac Book Pro, którego wczoraj nabyłam. Przesiadka po 10 latach użytkowania Windows może być dla mnie długa, ale myślę że jest to korzystna opcja. Od dawna chciałam spróbować czegoś nowego, ale nie było okazji żeby nabyć sprzęt. W końcu udało się! Powoli przyzwyczajam się do nowego środowiska, nowych poleceń i ułatwień w systemie. Dostępność programów jest ograniczona, np. nie mogę połączyć swojego telefonu z Androidem czy drukarki. Pewnie za jakiś czas uda mi się ta sztuka. Chcę przede wszystkim dobrze pojąć ten intuicyjny system a później będę go personalizować. Trochę czytałam, ale nic nie odda tego co dzieje się w praktyce.
Mój Mac do najnowszych nie należy, jest nawet starszy niż mój poprzedni laptop z Windowsem, jednak bateria wciąż dziarsko się trzyma, obecnie na pełnym naładowaniu wytrzymuje wiadomo dłużej niż nowy laptop innego producenta. Czy coś mnie już urzekło? Myślę, że Dock. Dzięki niemu zawsze mam ulubione aplikacje pod ręką. Czy coś mnie już wkurzyło? AppStore. Jednak każdy młody użytkownik, który nie śpi na kasie ma z tym pewne problemy, bo nie wszystko da się za darmo ściągnąć.
Powiedzmy że dziś skończę na tym. Na dniach napiszę coś więcej o swoich wrażeniach z OS.

niedziela, 25 stycznia 2015

Cyfra to nie wszystko

Przeczytałam dziś wpis Iwana na blogu i stąd ten tytuł.
Od kilku dni zaczęłam się sama zastanawiać nad cyframi, które nas otaczają. Te w dowodzie, w informacjach przekazywanych  w TV, te w systemach i innych naszych zapiskach, te które znaczą wiele i te które nic nie znaczą. Cyfry są wszędzie.
Najbardziej na strefach spadochronowych. Takie wrażenie mam od zeszłego roku.
Może są miejsca w których są one naprawdę ważne, ale wśród skoczków to cyfra - ilość skoków, jest ważna. Można powiedzieć że jest to swego rodzaju wyznacznik statusu społecznego na strefie. Bo kim jest dla Ciebie gość z 20 skokami a kim ten z 400? Część stwierdzi że przecież ważniejszy jest ten z większą "cyfrą", część będzie zdania: dobrze, ale czy ten z 400 skokami rzeczywiście ma jakieś doświadczenie? Jakie to były skoki? Niskie? Wysokie? RW czy FVS? Pomimo tego że nie jestem skoczkiem i jestem zupełnie nową osobą w tym świecie, zaobserwowałam pewne różnice w zachowaniu skoczków z podobną "cyfrą", lecz różnym stażem i doświadczeniem w tej dyscyplinie. Jedni są spokojni, dobrze radzą młodym, chętnie pomagają. Inni to ludzie którzy chętnie chwalą się swoją "cyfrą" a nie zawsze potrafią odpowiednio doradzić gdy ktoś młodszy zapyta. Nie jesteś w stanie zmienić myślenia takiej osoby, ona myśli że jest ważna. I z jednej strony ma rację, bo ma doświadczenie w skokach, zazwyczaj w przewadze jest jego umiejętność latania na czaszy - być może dlatego skacze, nie dla spadania a dla latania. Sama jestem zwolenniczką latania i tzw. swoopa. Nie ukrywam że jeśli ukończę kurs to pójdę w tę stronę.
Niestety zauważyłam też wykorzystywanie młodych podczas życia codziennego "stary, cyfra mnie blokuje, Twoja kolej na ... " . Znacie to? Ja zdążyłam się przyzwyczaić :) Może nie często się tego używa, ale istnieje taka forma zarządzania mniej doświadczonymi. Wynieś, przynieś, pozamiataj - welcome in Poland.
Nie wiem jak to jest na innych lotniskach w innych krajach, w Polsce to zjawisko mnie nie dziwi.
Post typowo związany z moimi doświadczeniami w dorosłym życiu. Proszę czytających o wyrozumiałość w temacie cyfr :)

wtorek, 20 stycznia 2015

Zatem polatajmy!

Tymczasowo w tunelu oczywiście.
Mój pierwszy raz był w sierpniu, bardzo spontaniczny, nie planowany skok z najlepszymi ludźmi na świecie! Nie ma nic lepszego niż samolot pełen ludzi, których kochasz, którym ufasz i z którymi chcesz dzielić najpiękniejsze chwile w życiu!

Polecam każdemu ! Moja strefa to nie tylko wspaniali i doświadczeni instruktorzy, ale nie powtarzalna atmosfera! Skaczemy również w Jastarni! Widoki są przepyszne!
Wróćmy jednak do moich doświadczeń :)
Oglądanie własnej miejscowości z 4 tysięcy to coś pięknego. Taka ilość endorfin jaka wtedy płynęła w moim ciele, mogłaby nie jednego lekarza doprowadzić do zawału. Spadanie to uczucie, jakiego nie można opisać słowami, to trzeba przeżyć. Większość osób, które nigdy nie skakały, nie miały do czynienia ze skoczkami, nie pamiętają pierwszego skoku, stąd opcja wykupienia wideo i zdjęć. Mój fotograf a właściwie nawet 2, bo koleżanka która ze mną leciała miała GoPro, spisali się na medal. Sama nie lubię oglądać nagranie ze swojego skoku, zbyt wiele pamiętam z niego by oglądać go z perspektywy kolegi - a on jest mistrzem świata w nagrywaniu skoków!
Bardzo serdecznie zapraszam wszystkich do skorzystania z naszej oferty, limity:
wiek: 12+
waga: 40-115 kg (kwestia bezpieczeństwa i wielkości uprzęży w którą jesteśmy zapinani)
wszelkie choroby układu krążenia, serca, błędnika, przeziębienie czy zatoki, problemy z kręgosłupem eliminują nas ze skakania, oczywiście nikt nas nie bada przed skokiem, ale jest to ważny aspekt tej dyscypliny.

Gdy tylko pogoda i temperatura nie pozwala skakać z samolotu, skoczkowie zamykają się w tunelach aerodynamicznych, a tam się dzieje!
Najlepszym w jakim do tej pory latałam, jest Flyspot w Warszawie. Znacie? Z pewnością!
Pierwszy raz latałam w tunelu w Lesznie, Freefly Center. Niestety nie powaliło mnie tam od strony technicznej. Choć to oni zaszczepili we mnie ten prawdziwy bakcyl na latanie. Od tamtej pory zrozumiałam że chcę latać solo. Wcześniej po samym skoku nie byłam przekonana, cała ta otoczka przebywania na strefie robiła swoje.
Nie minął miesiąc a przypadkowo wylądowałam we Flyspot i tam polatałam, oj polatałam! W dodatku z najlepszym instruktorem pod słońcem! Sebastian Dratwa, człowiek który nauczył mnie podstaw z anielską cierpliwością. Latanie to jego miłość i diametralnie zmienia jego oblicze. Genialny nauczyciel! Dodatkowo atmosfera jaka panowała w tunelu, tylko utwierdziła mnie w przekonaniu że mogę wszystko. Nigdy nie przypuszczałam że będę latać, a tu proszę, nawet dobrze mi szło. W przyszłym tygodniu wracam do latania, znajomy z naszej strefy jest tam instruktorem i zgodził się pofruwać ze mną.
Trzeba czerpać z życia ile się da!

środa, 14 stycznia 2015

Pogodowy zawrót...

..właśnie, czego ten zawrót? Głowy? To by było zbyt łatwe.
Powiem Wam, że ostatnie 180 dni mocno zaskoczyło nie tylko mnie ale i moich znajomych. Jak pewnie wiecie dla fanów awiacji pogoda to istotna rzecz by móc uprawiać swoje hobby. I tak jak wspomniałam, nieźle nas zaskoczyło, pozytywnie oczywiście, brak opadów w drugiej połowie roku, temperatura znośna choć ta w listopadzie nieźle dała popalić! Dziś natomiast gdyby nie wiatr to byłoby całkiem przyjemnie w powietrzu. Pozostaje tylko czekać na wiosnę i jej łaskawe oblicze ;)
Tak się zastanawiam, jak bardzo ważne jest profesjonalne wykształcenie? Ja bardziej podchodzę do pracy hobbystycznie i bardzo przykładam się do rzeczy które robię, choć nie mam studiów czy specjalnych smykałek do chociażby fizyki. Jeśli ktoś kocha coś robić, może się mylę i część z Was mnie zlinczuje, to powinien dostać tę pracę bez względu na wykształcenie, bardziej powinno zwrócić uwagę na umiejętności praktyczne, bo po co komu lekarz który ma problem z diagnozą ? Bo studia załatwili mu rodzice a on sam chciał być pilotem. Albo sprzedawca który ma problem z liczeniem - bo pracę dostał po znajomości a wolałby zostać dziennikarzem. Oczywiście potrzeba nam fachowców, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Ile osób ma 'plecy' w dużych firmach i są tam bo im kazano, bo wyższe pieniądze. Ostatnio nawet słyszałam historię kobiety która przyszła do pracy na niższy etat i powiedziała że nic nie będzie robić bo czeka aż ją teść do innej siedziby na wyższe stanowisko przeniesie wkrótce. Litości moi państwo!
Każdy powinien dostać szansę na awans i rozwój zawodowy. Niby dlaczego młodzi ludzie wolą pracować na kontraktach po za Polską? Bo tam mogą się rozwijać, nie tylko językowo, ale właśnie w zawodzie, który wykonują. Wiadomo, nie jest to opcja wszystkim odpowiadająca, ale jak mawiał klasyk: jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził!
I tak oto płynnie od pogody do pracy udało mi się przejść. Oba słowa na p, ciekawe zjawisko w moim wykonaniu.
Pozdrawiam

poniedziałek, 12 stycznia 2015

O wolności i marzeniach słów kilka

Ahoj przygodo!
Rozpoczyna się kolejna połowa drugiej dekady XXI wieku, ta pierwsza sporo namieszała w moim życiu i skończyła się z wielkim przytupem. Czy ta będzie lepsza? Czas pokaże, lecz póki co rozpoczyna się neutralnie.
Przeniosłam się znów na bloggera, po drodze byłam na wordpressie, niestety tamtejsze pluginy nie chciały ze mną współpracować i porzuciłam tamtejszy blog. Osobiście nie przywiązuje zbyt wielkiej wagi do miejsc, w których zapisuję swoje posty, jednakże blogger to miejsce, które dobrze mi się kojarzy. Dlaczego znów tu? Pewnie dlatego, że brakuje mi chwil spędzanych na pisaniu, mimo życiowego pędu zawsze znajduję kilka chwil na opowiedzenie swojej historii z ostatnich dni czy wypowiedź na jakiś ciekawy temat. Pierwsze posty w moim wykonaniu to zazwyczaj zlepek wszystkiego co możliwe, cóż taki mój styl.
Dziś postaram się wprowadzić trochę harmonii, choć moje życie od dawna do tych spokojnych nie należy.
Zacznijmy od krótkiego streszczenia ostatnich 5 lat moich przygód:
2010- zaczynam przygodę z internetowymi sieciami społecznościowymi, jest Mundial w Afryce, odwiedzam Paryż, poznaję wspaniałych ludzi, chyba zaczęłam mądrzeć?
2011- to rok w którym spełniło się marzenie o dobrej szkole średniej, a tam spędziłam swoje najlepsze lata. To również rok muzyki, miłosnych zawirowań i rozczarowań. Dobry rok.
2012- Rok sportu i nowych przyjaźni, Euro 2012, nowe plany.
2013- dobrze wspominam ten czas, 18ste urodziny, zdane prawo jazdy na pierwszym egzaminie, przygotowania do matury :)
2014- to było najlepsze 365 dni mojego życia! Studniówka, metamorfoza, zdana matura i ukończenie liceum, przypadkowe spotkanie na lotnisku, praca ze spadochronami, skoki, mecz i spotkanie z Shaqirim, loty w tunelu, a na deser: Sylwester w Chorwacji!
Nigdy nie przypuszczałabym że to wszystko się tak skończy. Jest pięknie, będzie pięknie.
Warto być odważnym i marzyć, nawet o tym co wydaje się nie osiągalne.